2008-01-29 03:35:50 >> takie tam

ezoterycznie.
szanty i papierosy.
szanty, nie szatany, wbrew pozorom. ale zdziwko, zią - co nie?
ahah, no i sesja, luz i spontan. bo przecież dam radę. a jak nie dam rady, no to najwyżej nie dam rady - easy.
i biała czekolada. i pluszowa mysz, zwana Bernardem.
i potencjalność. nie mylić z potencją. skomasowana potencjalność, która się coraz częściej pokazuje. a w potencjalności najpiękniejsze jest to, że jest - potencjalna. kiedy się realizuje, przestaje być potencjalnością, staje się nudnym, zwykłym faktem. innymi słowy, nie jest ważne, co się z danym przedmiotem, bądź też podmiotem zrobi - ważne, co można z nim zrobić. i ta świadomość możności zupełnie wystarcza, nie ma sensu przekuwać możności w realność. możność jest nieograniczona, możność jest poza nudną realnością.
i nie, tu wcale nie chodzi o to, żeby uciekać w swój intymy mały świat. tu chodzi o coś zupełnie innego.
i pamiętajcie - potencjalność, a nie potencja.
choć jakby się nad tym głębiej zastanowić, to potencja też ma swoje dobre strony.
głowę muszę umyć.
a, no i mam ochotę narysować anioła. a może demona? a może dwa w jednym?
o, wpół do czwartej jest.
skomentuj (1)




2008-01-15 01:16:18 >> ***

chciałam coś mądrego napisać. naprawdę dużo mądrych rzeczy, no.
ale nie napiszę, bo śpiąca jestem.
może jutro.

wiecie, że proces wykrywania królika ma charakter utajony?
skomentuj (0)




2008-01-04 03:03:49 >> note

babranie się w szczegółach do niczego nie prowadzi. wracam do ironicznego dystansu.

i pamiętajcie, przemoc pomaga. przemoc i autodestrukcja.

EOT
skomentuj (0)




2007-11-19 01:34:10 >> przemęczenie trwałe i totalne

...czy mi się zdaje, czy ja rok temu narzekałam, że mam za mało zajęć?
no, to teraz przynajmniej jeden powód do narzekania mi odpadł.

oh i ah, codziennie po 9 godzin na uniwerku, oczywiście jak dobrze pójdzie, bo zdarza się i więcej - w końcu czemu nie? hm, hm, uw twoim drugim czackim? i tak, oczywiście narzekam, że nie mam na nic czasu, no i byle do weekendu. w weekendy zaś dla odmiany mam na wszystko czas. tylko, dla odmiany, nic mi się nie chce. i tak, oczywiście narzekam, jak to źle, że mi się nic nie chce.
w efekcie, jak łatwo zgadnąć, jestem non stop niezadowolona. suuuper, nie?

niezadowolenie rozciąga mi się wzdłuż i wszerz na wszelkie pozostałe sfery życia. wszystko jest nie tak. wszyscy są nie tacy. wszyscy są głupi. ja jestem głupia. i nie mam na nic czasu. a nie, to już było.

nieogarnięcie pernamiętne.
coraz bardziej pusto, coraz bardziej dziwnie, coraz bardziej strasznie. gubię się.
bo jak człowiek żyje w biegu, to może mu się zdarzyć, że z rozpędu przypieprzy w ścianę. co niby zdarza się i w najlepszej rodzinie.
poza tym, denerwuję się i przejmuję. i, generalnie, pogardzam.
poza tym, na zachodzie bez zmian.

zimno mi w psychikę. dobranoc.


skomentuj (3)




2007-07-04 02:18:02 >> flashback

może i to zabawne, ale popłakałam się czytając stare komentarze na tym blogu.
komentarze sprzed trzech lat.
trzy lata to tak mało - i tak dużo. przez trzy lata w zasadzie nie zmienia się nic, a naprawdę zmienia się bardzo wiele. przez trzy lata ludzie się zmieniają, świat się zmienia...
co zostało z wypisywanych tu albo wypowiadanych osobiście ciepłych słów? z tych przysiąg, że przyjaźń na zawsze? z braterstw krwi, obietnic wsparcia i całej reszty?
z niektórymi z tych ludzi spotkam się raz na jakiś czas - cześć, cześć, co słychać, aha, też się spieszę. w niektórych mam teraz wrogów. z innymi całkowity brak kontaktu.
owszem, teraz są inni ludzie, którzy pomogą, podadzą rękę, którzy podeprą, gdy czuję się słabiej.
ale tęsknię za tamtym, co było. za tamtymi, co byli. brak mi tych małoletnich wielkich słów.
i tej naiwnej wiary, że to wszystko - to już - już na zawsze.

(się dorasta. się traci złudzenia. i się przekonuje, że bez tych złudzeń, to to wszystko jakby mniej warte.)
skomentuj (8)




2007-06-21 00:34:33 >> jeżeli nam się uda...

Jeśli nam się uda to cośmy zamierzyli
i wszystkie słońca które wyhodowaliśmy w doniczkach
naszych kameralnych rozmów
i zaściankowych umysłów
rozświetlą szeroki widnokrąg
i nie będziemy musieli mówić że jesteśmy geniuszami

bo inni powiedzą to za nas
i aureole
tęczowe aureole
...ech szkoda gadać
Panowie jeżeli to się uda

To zalejemy się jak jasna cholera
(Nadzieja, Andrzej Bursa)

Jeżeli skończy się sesja, a ja zaliczę wszystkie egzaminy i uzyskam wszystkie wpisy
i przy tym nie zwariuję
jeżeli zrozumiem czego właściwie chce ode mnie usos
i honoryfikatywność
honoryfikatywność jako kategoria językowa z perspektywy
socjolingwistyki i pragmatyki (na przykładzie
języka koreańskiego)
i jeżeli nie będę musiała mówić że jestem geniuszem

bo te cholerne wpisy do indeksu powiedzą to za mnie
i stypendium
od dziekana stypendium
...ech szkoda gadać
Panowie i Panie jeżeli mi się to uda

To się zaleję tak, jak się, cholera, filozofom nie śniło
(Nadzieja, demonique sfrustrowana sesją)
skomentuj (2)




2007-05-11 02:56:24 >> nie jest chyba dobrze, bo...

nie jest chyba dobrze, bo pojawia się we mnie znów dążenie do perfekcji i samokontroli. najlepiej pełnej.
w samym dążeniu do perfekcji i samokontroli niby nic złego nie ma. ba, jest to dążenie czymś wręcz bardzo pozytywnym. tak trzeba, tak się powinno, tak należy.
tylko, że...
tylko, że kiedy u mnie pojawia się dążenie do (etc.), to bardzo wyraźny sygnał, że coś jest nie tak.
że nie czuje się dobrze. że nie czuję się bezpieczna. że znów zaczynają się problemy z samoakceptacją.
to znaczy, że nie mogąc opanować świata zewnętrznego, chcę przynajmniej opanować samą siebie. w domyśle: problemów świata zewnętrznego. taka to, no, czynność zastępcza. kompulsja.
tylko jakie niby ten świat zewnętrzny mi funduje problemy?
przecież wszystko dobrze. wszystko jak zawsze, nic się nie zmieniło. błędy popełniam takie same, jak zawsze i sukcesy też osiągam mniej więcej takie same. no to o co chodzi? co mi znowu nie pasuje?
boję się, żeby znów nie zaczęło się coś złego...
skomentuj (2)




2007-04-24 00:38:25 >> no bo...

no bo ja nie jestem taka, jaką wy byście chcieli, żebym była.
no bo ja nie jestem taka zwyczajna-normalna.
no bo mi nie wystarczy to, co wystarcza innym. bo mnie nie zadowoli to, co innych zadowala.
bo ja, tak, może i na siłę, może i na pokaz, zawsze muszę inaczej i na przekór. na przekór komu? wam? czy sobie? [pytanie retoryczne]
bo ja widzę piękno zupełnie gdzie indziej, niż wy.
bo ja wpasowuję się w te (wasze!) standardy, wpasowuję się, funkcjonuję, działam, zdaje się - i mi, i wam - że już wrosłam dokładnie w schemat, chcę w niego wrosnąć, chcę TAKA być - a tu wystarczy byle co, żebym znów poczuła ten impuls.
że jestem inna. nie taka. trochę odstająca.
i przecież nie mogę obarczać za to winą was. to nie wasza wina, że do was nie przystaję.*)

*)proszę nie brać terminu 'wy' dosłownie. nie mam na myśli nikogo konkretnego. 'wy', czyli ludzkość.

pierdolę głupoty jak potłuczona
skomentuj (2)




2007-01-24 20:02:33 >> 'tutaj studenci chodzą spięci'

zaczynają mnie przerażać ludzie z mojej grupy, z mojego roku, z instytutu, wydziału... upada piękny 'mit studencki', jaki sobie stworzyłam będąc licealistką (podobnie, jak upadł 'mit licealny', stworzony w czasach gimnazjalnych). 'mit studencki', który opierał się na powstałej w mojej wyobraźni postaci studenta - istoty dążącej do pogłębiania wiedzy, rozwijania inteligencji, autentycznie zafascynowanej wybranym (!) kierunkiem studiów.
fakt, sama kulturoznawstwem zafascynowana nie jestem - co nie znaczy, iż pewne poruszane na rozmaitych zajęciach tematy nie interesują mnie i nie zachęcają do sięgnięcia po dodatkowe źródła. a poza tym, wychodzę z założenia, że skoro już coś robię, powinnam przynajmniej starać się robić to dobrze. szczególnie, że sama chciałam to robić (=sama wybrałam taki a nie inny kierunek studiów).
jak się ma realny student do mojej studenckiej istoty mitycznej? realny student stwierdza, iż fajne by te studia były, gdyby nie było zajęć. realny student rezygnuje z zajęć z filozofii prowadzonych przez Magdalenę Środę (tak, TĘ Magdalenę Środę), bo wymaga znajomości 19 lektur na egzamin, a innym prowadzącym wystarczy tylko 6. realny student nie ma czasu czytać 19 lektur do egzaminu z filozofii, gdyż jest zajęty budowaniem swojego wizerunku. realny student czyta tylko to, co dostało paszport polityki, nagrodę nike czy inne odznaczenia koła gospodyń wiejskich z pcimia górnego (z całym szacunkiem dla mieszkańców pcimia) [a propos nagrody nike, nawiasem mówiąc: jak jeszcze raz usłyszę, że masłowska genialną pisarką jest, to odgryzę osobie głoszącej ów pogląd głowę i ugotuję z niej kwaśnicę (pomysł z kwaśnicą copyright by dr tomasz puczyłowski)] realny student posługuje się wyłącznie opiniami, gdyż faktami nie jest w stanie (przecież jest humanistą, humanista ma dyskutować o literaturze i sztuce, a nie wkuwać jakieś durne formułki)
[jednoaktówka ilustrująca zjawisko:
miejsce: ikp, czas: ćwiczenia z poetyki.
dyskusja o poezji wizualnej.
DMQ: jeżeli więc mamy rozstrzygać, gdzie kończy się poezja, a zaczyna grafika, które z przedstawionych dzieł poezją są, a które nie są, musimy przede wszystkim przyjąć definicje poezji i grafiki, w obrębie których będziemy się poruszać.
Ktoś Z Braci Studenckiej: ale przecież poezji nie da się zdefiniować!
DMQ: bez posługiwania się definicjami jakakolwiek dyskusja nie ma sensu, gdyż pozbywając się definicji, pozbywamy się i argumentów - w tym momencie mogę powiedzieć: 'to jest poezja, a to nie jest - bo tak!' i nikt nie będzie w stanie udowodnić mi że się mylę.]
realny student chce być artystyczny i wy-su-bli-mo-wa-ny. i niech nawet nie próbuje słuchać czegoś innego niż jazzu i czytać czego innego niż dehnela (nie umiejąc przy tym wymówić poprawnie jego nazwiska), bo to jest trendi, dżezi i flołi. realny student, konkludując, jest - że pozwolę sobie użyć biblijnej metafory - jako miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
student - humanista, rzecz jasna.

a tak na marginesie: zima znów zaskoczyła drogowców. przejazd przez rondo degola trwa mniej więcej tyle, ile przebieżka przez cały nowy świat w tę i spowrotem - i to wolnym truchtem. któż mógł wpaść na to, że wreszcie spadnie śnieg, no któż? nagły i zupełnie niestosowny o tej porze roku atak zimy zapewne sparaliżuje też roboty na krakowskim (dziś wszystko stało), które ruszą ponownie zapewne po wiosennych roztopach. a do czasu wyżej wzmiankowanych dotarcie na uw wymagało będzie przebrnięcia przez bagna i zasieki, jak też dobrego obuwia trekkingowego i odzieży ochronnej.
czego sobie i wam nie życzę.
skomentuj (3)




2007-01-11 22:48:44 >> diabelskie true-skavki

czyli dobrze mi znów.
uśmiechnięta, zalatana, niewyspana. jestem wszędzie, wszystko załatwiam - tylko niczego nie do końca. czasem zawalę, czasem się uda, zawsze jakoś jest. zawsze jest dobrze.
gdyby tylko doba miała tak ze 30 godzin...
cieszę się, słucham 'dziewczyny o perłowych włosach' po czesku, słucham dzikich truskawek (kultowa hard/heavy kapela jugosłowiańska, a co ^^), jestem tu, tam i wszędzie.
jesteśmy - tu, tam i wszędzie. jesteśmy. jesteś-my.
('w końcu jesteś/my (ja kimś)/ rozwiązaniem' - Tekieli)
skomentuj (6)


DMQ
wirtualne literki
gg: 2741436
mjuzik
epulsowy lans
wampiryczne świry
gronkowiec
popatrz-na-mnie
me, myself & I
słuszna sprawa

ONI
macak lubi zęby i ogóry
am. czacko-palaczowa dekadencja
sandy lucky strike, surfing i hiszpania
isil
pawełek '...cause we are metallica...'
ewa czacki klub palacza ^^
jolka 'kto nam postawi piwo?'
jagór ex-kochanek mojej kochanki :P
jaśmin żona
piotrek żony mąż
barak podwodny
stefi vel szatania
ewelina od 13 lat
batory w komplecie z panią powyżej
leczkosia nasza radosna
zorba
seba elf z gitarą :P
smoke lubi czackiego o_O
siara tyle tanich win razem wychlanych...
fatal sąsiad :)
bański 'o co mi chodziło, o co mi chodziło...' ^_^
papis ...i jego nos ^_^
klasa moja czyli elitarne biolchemy :P

ARCH
2008
styczeń
2007
listopad
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec